poniedziałek, 8 lutego 2016

Kobieta z supermocą?




M.:
Źródło: lubimyczytać.pl
Black Widow? Nie. Wonder Woman? Też nie. Storm? Nie - eee. Catwomen? Niet. Batwomen? Niet.

MAMA. A dokładnie "Nasza mama czarodziejka" Joanny Papuzińskiej.

Książka - składająca się z kilku opowieści, których główną bohaterką jest mama, zwyczajnie wyglądająca, ale potrafiąca zdziałać cuda - jest zaiste wspaniała! Napisana z polotem i poczuciem humoru, rozpalająca wyobraźnię dzieci i dowartościowująca matki. W historiach tych mama nie rozkłada bezradnie rąk w odpowiedzi na pytania dzieci, nie wymiguje się brakiem czasu, nie lekceważy ich próśb. O nie! Ona jest mitologicznym herosem w staniku! Bez zwłoki reaguje i wymyśla niezwykłe sposoby rozwiązywania problemu. Daje dzieciom wsparcie i poczucie bezpieczeństwa.

Rewelacyjna książka dla dzieci i mam, dzięki której te drugie mogą przypomnieć sobie, że ich rola w życiu dziecka nie sprowadza się jedynie do zapewnienia paszy i czystości; że dla swojego dziecka są bohaterem i wzorem. Z kolei dzieci utwierdzają się w przekonaniu, że ich mama to najlepsza mama na świecie.

P.S. Emi, obowiązkowa lektura! :) Z Ciebie to prawdziwa czarodziejka... Tipi i te sprawy... ;)



Bardzo elementarny "Elementarz stylu"


M.:

Najwidoczniej nazwa zobowiązuje.
Źródło: allegro.pl

Sama nie kupiłabym sobie tej książki, ale że był to prezent gwiazdkowy – moje krótkowzroczne oczy nie pogardziły lekturą.

„Elementarz stylu” Katarzyny Tusk faktycznie jest elementarzem – zawiera jedynie najbardziej podstawową wiedzę, niezbędną modowym/stylowym analfabetom. Srogi był to zawód... Jako sporadyczna bywalczyni bloga Katarzyny, byłam przekonana, że dzierżę w dłoniach kobiecy odpowiednik „Rzeczowo o modzie męskiej” Michała Kędziory (znanego jako Mr Vintage) - tak! Nareszcie ratunek od wrodzonego bezguścia i niechęci do łażenia po sklepach! Dowiem się co i jak, kupię co trzeba i będę piękna!

Niestety... "Elementarz stylu" to nie jest kobieca wersja książki Mr Vintage. Brak w niej konkretnych porad, jakie są w tej drugiej - z jakich materiałów powinno się kupować dane elementy odzieży, na co zwracać uwagę podczas zakupów, jak dobrać fasony do sylwetki itp. Za to pełna jest zdjęć autorki, nota bene w ładnych stylizacjach, ale zdjęcia te widziałam wcześniej na blogu... Zdjęcia te mieszają się z krótkimi opowieściami z życia… autorki. Niektóre z nich również można było przeczytać we wpisach internetowych. Za mało tekstu, konkretnego tekstu! Książka bardziej przypomina pamiętnik niż poradnik dotyczący stylu.

Jest to książka przyjemna. Łatwo i szybko się ją czyta - tak samo łatwo i szybko się o niej zapomina. 


sobota, 23 stycznia 2016

Cztery pory roku bez słów

Źródło: nieprzeczytane.pl
Hania od małego ma kontakt z książkami. Właściwie to od brzucha (w końcu matka książkoholiczka wspierała na nim te tomiszcza przez 9 miesięcy). I tak nasza kolekcja książek dostosowanych do jej wieku (i nie tylko) się powiększa. 
Dzisiaj napiszę Wam o książce, w której nie znajdziecie słów. Są za to ilustracje. Proste ilustracje, które zapraszają do tworzenia niezwykłych historii. Historii przeplatanych przez wszystkie pory roku. "1001 drobiazgów. Wiosna, lato, jesień, zima", bo tu o niej mowa, jest książką dla tych najmniejszych jak i starszych dzieci. Hania na razie odkrywa obrazy - interesują ją postacie, drzewa, pojedyncze elementy. Ja nie mogę się doczekać, gdy będzie układała coraz to ciekawsze historie :-)
Książa ma spore rozmiary, kartki są sztywne (choć mogą być narażone na ząbkujące szkraby i może dlatego rogi książki są zaokrąglone). Mamy kilka książek opartych na samych ilustracjach (seria Mamoko, "Na ulicy Czereśniowej"), ale to właśnie ta najbardziej przekonuje moją 15-miesięczną Hankę. Książkę kupiłyśmy TU.

czwartek, 7 stycznia 2016

Wielkie odkurzanie

E:

Nowy Rok niesie ze sobą nowe postanowienie. Zaczynamy wielkie odkurzanie bloga!
W życiu każdej z nas zaszły wielkie zmiany. Przed Martą organizacja wesela, przede mną codzienne wyzwania z małą Hanką przy boku (tak, tak - zostałam mamą ponad rok temu). Tematy poruszane na blogu będą odzwierciedleniem naszych dni. Będzie więcej książek (również tych dla dzieci), więcej kawy, przepisów i pomysłów związanych z szkolnymi ławkami (zawód zobowiązuje). Trzymajcie kciuki!
Ahoj!
Załoga MiedzyPolkami

środa, 20 maja 2015

PKP - Pies Kochający Pociągi





M.: 
Źródło: empik.pl

I wszyscy wiedzą, o co chodzi  – o „Psa, który jeździł koleją” Romana Pisarskiego. Gdyby Lampo był polskim Reksiem, to ta książka by nie powstała. Nawet najmądrzejszy pies nie ogarnąłby ciągle zmieniającego się rozkładu jazdy pociągów i immanentnych spóźnień. Cóż zrobić… Cytując klasyka – taki mamy klimat w Polskich Kolejach Państwowych.


Po wielu, wielu latach (ilu dokładnie, to nawet najstarsi górale nie pamiętają) ponownie sięgnęłam po tę książkę, a stało się za sprawą moich młodszych znajomych. I znów się zachwyciłam! Lampo, pies wagabunda, to główny bohater opowieści. Posiada przedziwną jak na psa pasję podróżowania koleją (u Polaków ta pasja mogłaby by nazwana chorobą psychiczną;), którą jest w stanie realizować dzięki intuicji wsiadania do odpowiednich pociągów. Jest to historia jakiej nie powstydziłby się naczelny romantyk Goethe, bo główny bohater charakteryzuje się na wskroś romantycznym wewnętrznym rozdarciem – między potrzebą włóczenia się po Włoszech a miłością do właścicieli. Historia krótka, ale pełna tajemnic  - skąd Lampo się wziął? Dlaczego tak podróżuje? Skąd wie, do jakiego pociągu wsiąść? Ta niejasności to wspaniały pomysł, rozbudzający ciekawość i kreatywność dzieci, poszukujących na nie odpowiedzi. A finał… Finał zapada w pamięć, obezwładnia serce i wypełnia oczy łzami. Pamiętam, że gdy czytałam tę książkę jako dziecko, płakałam z godzinę. I nawet teraz, na stare lata, oczy mnie zaszczypały, a z piersi wydarło się pełne smutku westchnienie.


Takie książki czytajcie,  dziatki moje!

wtorek, 28 kwietnia 2015

Niebieskie koraliki i migdały



Okładka książki Karolcia
Źródło: Lubimy czytać.

M.:

Każdy, komu w głowie postanie myśl, iż narratorka posta jest ofiarą pewnego rodzaju regresu rozwojowego, jest w błędzie. Otóż… Ona przybiła piątkę ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Plemniki nie odegrały żadnej roli w zaistnieniu tego dziecka.


Dziecko obudziło się wskutek lektury „Karolci” Marii Kruger. Ludziska, cóż to za cudowna książka dla dzieci! Główna bohaterka jest ośmioletnią, radosną, grzeczną i energiczną dziewczynką. Żyje, bawi się i ma marzenia jak każda dziewczynka w jej wieku, aż do dnia, kiedy to w szparze podłogi znajduje magiczny niebieski koralik. Posiada on moc złotej rybki, ale jest od niej lepszy, bo spełnia więcej niż trzy życzenia. Karolcia często wypowiada życzenia dosyć bezmyślnie, jednak gdy zauważa, że koralik z każdym kolejnym życzeniem staje się coraz bledszy, głęboko rozważa każde marzenie. Dziewczynka ma wiele przygód; w fabule pojawia się antagonistka w postaci czarownicy Filomeny, co nadaje pędu akcji i wzmaga napięcie.

Miałam obawy, sięgając po tę książkę. Niepokoiłam się, że moje dziecięce wyobrażenie tej historii, (bardzo pozytywne), zostanie zburzone, gdy tylko rzucę na nią dorosłym okiem. Jakże wspaniale się rozczarowałam! Książka okazała się ponadczasowa  (warto wspomnieć, że „Karolcia” ma już 56 lat). Doskonale się przy niej bawiłam, przeżycia Karolci ciekawią, rozśmieszają i wzruszają. 


Miałam wątpliwości co do tego, jak współczesne dzieci odbiorą tę książkę. W porównaniu do nich jestem kobietą posuniętą w latach, prawdopodobnie powoli ulegam infantylizmowi i każde zdanie zaczynam od „Za moich czasów…” J Obawiałam się, że dzisiejsze dzieci nie docenią przygód Karolci, uznają za naiwne, wyśmieją je, bo w końcu nikt tam nie ginie, a krew nie tryska na boki. Miło mi było słyszeć, jak dzieci pozytywnie się wypowiadały: że historie je śmieszyły, intrygowały, pobudzały do myślenia o tym, co by zrobiły mając niebieski koralik. Oczywiście te dzieci, które w ogóle przeczytały… (stan czytelnictwa w Polsce leży i kwiczy, podrygując agonalnie…)


Jeśli po świecie chodzi połowa Waszych genów (czyt. dziecko) – podsuńcie mu „Karolcię”. Poczytajcie wspólnie, przecież dorośli też czasem myślą o niebieskich migdałach, lubią pomarzyć… Tylko dorośli nie myślą o tym, co by zrobili mając niebieski koralik, ale o tym, co by zrobili, gdyby wygrali w lottka.

sobota, 25 kwietnia 2015

Będziemy się gniewać, jeśli nie przeczytasz

Źródło: culture.pl

M.:


Naprawdę. Spojrzę srogo spod zmarszczonych brwi i gniewnie pogrożę palcem każdemu, kto będzie miał w ręku „Gniew” Miłoszewskiego i go nie przeczyta. Jednakże taki „nieczytelny” osobnik gorszą karę sprawi sobie sam, bo pozbawi się zaiste ekscytującej rozrywki. 

Achy i ochy, pełne zadziwienia okrzyki oraz radosne posapywania uchodziły z mej gardzieli podczas tej lektury. Oczywiście, w celu wyrażenia zachwytu (nie jestem pewna, czy zostałyby one odpowiednio odebrane przez autora). Nie spotkałam się wcześniej z twórczością pana Zygmunta Miłoszewskiego, który to jest winien powstania tej książki. I dlaczego?! Się pytam?! Dlaczego nie, skoro Harlan Coben mógłby mu nogi umywać?! A w dodatku Zygmunt jest od niego młodszy i przystojniejszy! ;)

„Gniew” to emocjonująca historia prokuratora Szackiego, usiłującego rozwiązać sprawę kilku zagadkowych śmierci i okaleczeń. Historia nabiera tempa, gdy prokurator staje się osobiście zaangażowany w sprawę. I nic więcej nie mogę napisać odnośnie treści, aby nie zaspojlerować i nie zniszczyć zainteresowanym frajdy. Może jedynie tyle, że treść żarłocznie pochłania czytelnika, wymusza myślenie, które potem przewraca na drugą stronę. Powinien Wam też wystarczyć fakt, że własną krwią podpisuję się pod notką polecającą tę książkę.

A skoro nie mogę wspomnieć szerzej o fabule, to skupię się na klimacie. Pierwsza strona sprawiła, że z tramwaju mknącego przez słoneczne ulice Wrocławia, przeniosłam się do zimnego Olsztyna. Szarobure chmury zaczęły kłębić się nad głową, ubranie powoli nasiąkało lodowatą mżawką, a na skórze pojawiła się gęsia skórka… Autor niezwykle sugestywnie przedstawia miejsce akcji. Napięcie utrzymywane jest na stale wysokim poziomie, momentami się zniża, aby dać czytelnikowi odsapnąć, ale zaraz potem znów się podnosi. Doprawdy, czytając książkę, miałam podniesiony poziom adrenaliny! 

Dawno żadna książka nie dostarczyła mi takiej rozrywki. Mnie i innym fanom pozostaje tylko wyszczerzyć zęby w uśmiechu, bo Miłoszewski popełnił jeszcze 2 inne książki, w których wiodącą postacią jest prokurator Szacki. Co prawda, wyczytałam w internetach, że „Gniew” jest ostatnią, zaczęłam zatem w nieodpowiedniej kolejności. Myślę, że nie będzie to jednak miało wpływu na odbiór pozostałych części. Po zapoznaniu się z nimi nie omieszkam podzielić się opinią.

Czytajcie na zdrowie!